PODRÓŻE

Majówka 2017 – nasza pierwsza survivalowa wyprawa

Dokładnie trzy lata temu o tej porze spacerowaliśmy z 15-kilogramowymi plecakami ulicami Trójmiasta. W tle szum morza, powiew morskiej bryzy, a w sercu ogromna ekscytacja, tym, co jeszcze spotka nas podczas naszej pierwszej wyprawy pod namiot.

PAKOWANIE

Dobra, to zamawiamy ten! Oby tylko zdążył przyjść. Zaraz tam zadzwonię i zapytam, czy są w stanie wysłać kurierem jeszcze dzisiaj. Przecież z Katowic do Krakowa, musi dotrzeć w jeden dzień!“.

Była środa, 26 kwietnia 2017 roku. Postanowiliśmy jechać nad polskie morze. Pod namiot. Z tym, że namiotu jeszcze nie mieliśmy. W Krakowie, w żadnym sklepie stacjonarnym nie udało się nam dostać tego modelu, na którym nam zależało. A był to Fjord Nansen Andy III, na który zdecydowaliśmy się po długich poszukiwaniach, czytaniu opinii i oglądaniu filmików. Pozostało znaleźć najbliższy sklep internetowy, który był w stanie jeszcze w ten sam dzień wysłać go kurierem, tak by dotarł do nas maksymalnie w piątek.

Cała reszta była gotowa. Urlop w pracy – załatwiony, ekwipunek na każdą sytuację i prowiant – kupiony, plecaki – spakowane, bilety na pociąg – kupione, wydrukowane. Namiot – dostarczony! Udało się, mogliśmy jechać. Z racji tego, że była to nasza pierwsza namiotowa wyprawa, chcieliśmy być przygotowani na wszystko. Był prawie maj, pogoda zapowiadała się dobrze, jednak byliśmy przygotowani zarówno na ciepło, jak i zimno, na słońce, deszcz, wiatr. Zatem ruszamy na drugi koniec Polski!

HEJ, PRZYGODO!

Ruszyliśmy pociągiem z Krakowa, najpierw na Dworzec Główny Kraków, a później prosto do Malborka – naszego pierwszego przystanku. Już na miejscu zauważyliśmy pierwszy błąd, który popełniliśmy. Kupienie biletu nocnego, spanie w pociągu (o ile można to nazwać spaniem) i ruszenie w trasę po średnio przespanej nocy. Dłuuuugą trasę. Nie poddawaliśmy się, adrenalina i chęć przygody nie pozwalała nam o tym myśleć.

Wysiedliśmy na dworcu w Malborku. Piękna pogoda, nie za dużo ludzi, jesteśmy z samego rana. “No, to szukamy zamku!”. Cała wyprawa miała pozwolić nam oderwać się od rzeczywistości, chcieliśmy w jak najmniejszym stopniu korzystać z telefonów, mediów społecznościowych, Google Maps i przewodników. W zamian korzystaliśmy z papierowej mapy, kompasu i rozmowy. Jak to mówią: “Koniec języka, za przewodnika!”. Po intensywnych poszukiwaniach, ku naszemu zdumieniu zamek okazał się być oddalony o jakieś 15 minut spacerem od dworca. Dobrze się zaczyna!

Od samego początku Malbork nie przestawał nas zaskakiwać. Zamek w centrum, a po drodze… podwójna sygnalizacja! Po co, komu taka, jakie ma zastosowanie… do tej pory nie znamy odpowiedzi.

Chwilę później naszym oczom ukazał się on… Wielki Zamek Krzyżacki w Malborku. Pamiętam, że w momencie czytania lektury Krzyżacy wywarł on na mnie ogromne wrażenie i marzyłam, by zobaczyć go na żywo. Marzenie spełnione!

Zamek Krzyżacki w Malborku, maj 2017

Nie mieliśmy tyle czasu, by udać się na zwiedzanie zamku wewnątrz, jednak spędziliśmy sporo czasu wokół niego. Było dopiero przed południem, do końca dnia chcieliśmy dotrzeć do Gdańska, zobaczyć morze i znaleźć miejsce noclegowe.

Z ogromnymi plecakami, mapą w ręku i wysokimi trekingowymi butami, wzbudzaliśmy nieco zainteresowania u przechodniów. Niektórzy byli zaskoczeni, że dotarliśmy na północ, aż z samego południa. Chodząc po mieście z łatwością znajdowaliśmy podobnych wariatów jak my, tak też rzuciła nam się w oczy jedna para, którą notabene spotkaliśmy później również w pociągu do Gdańska, a co więcej wysiedliśmy na tej samej stacji.

No cóż, zagadaliśmy! Faustyna i Robert z Białej Podlaskiej. Nie pamiętam, czy podróżowali autostopem, jednak mieli taki sam cel jak my. Zobaczyć morze! Połączyliśmy siły i razem ruszyliśmy podbić Gdańsk, a przynajmniej przez najbliższe kilka godzin.

Znaleźliśmy się w okolicy Stoczni Gdańskiej, a następnie tramwajem udaliśmy się prosto na plażę Gdańsk Stogi. Jakaż to była radość! Szum morza, piasek, fale i powoli zachodzące słońce… Przygoda zapowiadała się wspaniale.

Po fali ekscytacji i krótkim odpoczynku, przyszedł czas na zorganizowanie noclegu. Zdecydowaliśmy, że poszukamy go wspólnie, bo nowopoznani przyjaciele, również planowali spędzić noc w namiocie. Początkowo planowaliśmy rozbić się w lesie, jednak patrolująca straż wpłynęła na zmianę naszej decyzji. Niedaleko plaży były jednak dwa pola namiotowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *